Szczecińskie DNA

Modna według Dany

Rok 1978, tygodnik Polityka: „Jeżeli więc w trakcie roku nikt – od Pcimia do Łodzi – nie chce już nosić spódnic maxi, wszyscy zaś pragną ostatniego przeboju – szortów, ledwie przykrywających pośladki – to większość zakładów w Polsce będzie tłuc dalej te nikomu niepotrzebne spódnice maxi, ponieważ taki jest plan. Dana zaś w ramach rezerwy mocy przerobowych wykona serię szortów zaprojektowanych przez Zofię Zdun-Matraszek.” To fragment artykułu o polskim fenomenie mody jakim niewątpliwe była szczecińska Dana.

W budynku, w którym aktualnie znajduje się hotel Dana, w latach 60-tych ubiegłego wieku dokonywała się modowa rewolucja. Zakłady Produkcji Odzieżowej Dana, wypuściły właśnie kolekcję sukienek inspirowanych motywami ludowymi. Nazywane potocznie „chłopkami” były zgrabne, barwne i dziewczęce i z miejsca stały się modową sensacją. Dana weszła w swój złoty okres.

Zanim jednak przedstawimy czym żyła moda lat 60-tych w wydaniu szczecińskiej marki, trzeba cofnąć się nieco w czasie. Zanim przy al. Wyzwolenia 50 powstały Zakłady Odzieżowe, a współcześnie hotel, przed 1945 roku znajdowała się tu firma Karstadt, szyjąca męskie ubrania dla domów towarowych. Natomiast zakłady zbudowała Domicela Mazurkiewicz. Rok po wojnie zaczęła pracę jako szwaczka. W pięć lat później została dyrektorem, wtedy niewielkiego zakładu konfekcyjnego. To dzięki niej przeobraził się w nowoczesną fabrykę odzieżową. Mazurkiewicz potrafiła współpracować z innymi, kierowała nią pasja i miłość do mody. Nie tylko dbała o produkcję, projekty i zyski, ale też o całą kobiecą załogę, która w najlepszym okresie liczyła ponad trzy tysiące osób. Przy zakładach działała szkoła, która przyuczała młode dziewczęta do zawodu. Oprócz tego były przedszkole i żłobek, a w Świnoujściu dom wczasowy oraz klub, gdzie bawili się pracownicy. W 1967 zakłady otrzymały nową nazwę – „Dana”. Pochodziła ona od zdrobniałego imienia dyrektorki, Domiceli Mazurkiewicz, ale także była bardzo dobrym chwytem marketingowym, gdyż marka celowała również na rynki zagraniczne.

Dana stała się wizytówką Szczecina, dyktatorem mody dziewczęcej i kobiecej. Na krajowych i zagranicznych targach zdobywała nagrody i medale. Ubrania z Dany nosiła cała Polska, ale nie tylko część produkcji przeznaczana była na eksport m.in. do Niemiec, Francji, czy ZSRR. Twarzami Dany były m.in. Filipinki i Irena Santor.

Dana to była znakomita jakość. Naturalne i piękne tkaniny produkowane były w Białymstoku. Koronki i hafty pochodziły z Kalisza, jedwabie z Milanówka, a tweedy z Bielska Białej. Jeśli chodzi o design to ubrania szczecińskiej marki nie odbiegały od tego co się nosiło w całej Europie, w Paryżu, Londynie czy Mediolanie. Obok wspomnianych wcześniej „chłopek” furorę robiły sukienki z brązowo-białej pepitki, ozdobione falbankami, białymi koronkami lub kolorowym haftem. Przebojem były kolekcje sukienek pod nazwą „Kwiaty polskie” oraz „Baśnie i legendy”. W latach 70-tych natomiast hitem okazały się być słynne i wówczas bardzo modne spódnice bananowe. Swoja nazwę spódnica bananowa zawdzięcza klinom, z których wyszywano model, przypominający skórki banana. Co ciekawe ten projekt oraz pozostałe, pochodzące z lat 60-tych aktualnie znowu są modne.

Dana była przedsiębiorstwem państwowym, bo takie były realia polityczne. Po zmianie systemu jej prywatyzacja była kwestią czasu. Niestety została fatalnie przeprowadzona i tylko pogrążyła firmę. Losy Dany, podobnie jak Odry, mogłyby być zupełnie inne, gdyby ktoś podszedł do tematu we właściwy sposób. To co produkowały obie firmy było jakościowo na bardzo wysokim poziomie. Prawdziwe krawiectwo, które teraz jest bardzo w cenie. Może Dana nigdy nie zostanie reanimowana, ale warto sięgnąć po jej modową spuściznę i wykorzystać jej historię jako inspirację do tworzenia.

Fotografie dotyczące Zakładów Przemysłu Odzieżowego „Dana” w Szczecinie pochodzą z Archiwum Państwowego w Szczecinie, przechowywanego w zasobie zespołu archiwalnego: 65/1513 Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Odra” w Szczecinie, sygn. 155.

 

Prestiż  
Sierpień 2024